![]() |
|
Autor: Robert Hoffman Tym kursem moglibyśmy dojść dziś nawet do Swarzewa, ale drogę zagradza nam "Wielka Rafa Koralowa", czyli Mielizna Rybitwa (zwana kiedyś, na starych mapach, z kaszubska: Ryf Mew), która, w tym miejscu, jest za płytka nawet dla PJOA. Musimy halsować, a nasz wybór pada na Kuźnicę.
Wstaje nowy dzień 22 lipca, ranek jest prawie bezchmurny i prawie bezwietrzny. Daleko nad lądem widać wierzchołki cumulonimbusów, które wolniutko odchodzą w głąb lądu - to wspomnienie wczorajszej pogody, która już, do końca naszego rejsu, nie powróci. Po śniadaniu i zapakowaniu się, analizujemy prognozę dostarczoną przez Krzysztofa Mnicha via SMS. Prognoza mówi o wietrze o sile 1-2 stopni w skali Beauforta. Wiatr ma zupełnie zdechnąć po godzinie 1500, więc zbieramy się szybko (koło południa!), aby zdążyć do celu przed flautą. Nie uśmiecha się nam perspektywa pagajowania na środku Zatoki Puckiej. Naszym celem jest port w Jastarni i tam kierujemy dziób PJOA, który szybciutko przechodzi koło sopockiego molo i lekko podąża w zamierzonym kierunku. Sprawnie przecinamy farwater portu Gdyni obserwując ruch statków i trening regatowych 470 - pięknie wyglądają pod spinakerami. W słabnącym wietrze zmierzamy kursem wprost na Jastarnię.
Widząc dwa okręty wojenne zastanawiamy się, czy ochraniają może "rezerwat prezydencki" - zwłaszcza ten większy, desantowiec z wyraźnie "kaczym dziobem" bardzo by do tego celu pasował... Kiedy jesteśmy obok okrętów wiatr słabnie zupełnie i Janusz postanawia zrzucić żagiel, który tylko telepie się na pozostałościach fali. Idziemy na pagaju - prognoza sprawdza się, trochę za wcześnie... Nieoczekiwanie za chwilę wiatr powrócił, ale... z zupełnie nowego kierunku, najpierw słaby, ale zaraz coraz silniejszy. Do Jastarni będziemy mieli prosto w zęby. A czy my mamy tam, w ogóle, coś do roboty? W tym czasie Janusz rozmawia przez komórkę z przyjaciółmi przebywającymi na Półwyspie Helskim - w Kuźnicy i Chałupach - i wesoło oznajmia, że mamy zaproszenie do Kuźnicy, a także do Chałup, nawet nie będziemy musieli rozbijać namiotu! Tym kursem moglibyśmy dojść dziś nawet do Swarzewa, ale drogę zagradza nam "Wielka Rafa Koralowa", czyli Mielizna Rybitwa (zwana kiedyś, na starych mapach, z kaszubska: Ryf Mew), która, w tym miejscu, jest za płytka nawet dla PJOA. Musimy halsować, a nasz wybór pada na Kuźnicę. Janusz kilkakrotnie rozmawia z przebywającą w Kuźnicy Anią i żartują na temat przygotowań do powitania... Kilkakrotne jesteśmy pytani przez telefon, gdzie jesteśmy i za ile będziemy. Dochodzimy do Mielizny Rybitwy, blisko miejsca, gdzie jest zatopiony ORP Kujawiak - widzimy wystający z wody, przechylony kiosk tego okrętu i robimy zwrot. Jeszcze kilka zwrotów i zbliżamy się do "Przejścia Północno Wschodniego" - wytyczonego szlaku podejściowego do portu w Kuźnicy. Znajdujemy ciut głębszą wodę i trafiamy na przejście do portu rybackiego, gdzie zamierzamy dojść. Płyniemy po zupełnie gładkiej wodzie, bo rosnący już do dobrej trójki wiatr wieje wprost od Półwyspu Helskiego, który daje osłonę i fala na płytkiej wodzie nie podnosi się. W momencie zbliżenia do pirsu kutrów słyszymy megafon oznajmiający wszem i wobec, w całej Kuźnicy, "przybycie sławnych piratów i wilków morskich" witanych przez "chór dziewic i matkę karmiącą" - to Ania, Olga i Asia realizują swój tajny plan powitania naszego "pirackiego okrętu". Ania robi też kilka ciekawych zdjęć PJOA. Nasz namiot znów pozostanie suchy w swoim opakowaniu. Wiatr wzmógł się do trójki i nie zamierza osłabnąć, więc Janusz staje się na chwilę instruktorem windsurfingu...
|
| © Magazyn Wodniaków Port21.pl | Reklama w internecie | Photo Stock | Promocja regionów i turystyki | Projektowanie stron | |
Katalog Stron WWW
|
|