![]() |
|
Autor: Robert Hoffman Żegluga staje się coraz bardziej mokra, fale coraz wyższe - daje się zauważyć nakładanie fali wywołanej wiatrem z falą ugiętą Półwyspem Helskim oraz z falą odbitą od brzegu. Mamy też wrażenie, że wiatr zwiększył swą siłę, ale może to tylko wrażenie, bo wypłynęliśmy na bardziej otwarte wody? Nowy dzień, 24 lipca wita nas pomyślną prognozą przesłaną przez Krzysztofa - wiatr skręci na N i NE, ale powinien utrzymać siłę do 4o B. Pogoda jest rześka - na brzegu słonecznie i w osłoniętych od wiatru miejscach gorąco, ale wiatr wciąż bardzo zimny. Po pożegnaniu i spakowaniu się (udokumentowanym fotograficznie przez Anię) wyruszamy w kierunku Swarzewa.
Prognoza potwierdza stały wiatr o sile 4 w skali Beauforta, chociaż wydaje się, że ...wieje mocniej niż kiedy tu przybiliśmy... Chyba nie będziemy tak siedzieć? Może do Pucka? Eeee... byliśmy już tam obaj nie jeden raz, może jednak dalej? Po półtoragodzinnym grzaniu się na słoneczku decydujemy się na wypłynięcie i opuszczenie tego ładnego, przyjaznego żeglarzom miejsca - ubieramy się ciepło, w to co każdy z nas może, do tego kamizelki i w drogę. Odchodząc od pomostu refujemy żagiel wstępnie "na ogórek", podciągając go na gejtawach. Tak zmniejszony żagiel daje dużo mniejszą siłę przechylającą, ale na wolnym kursie, zbliżonym do półwiatru, daje przy tej sile wiatru wystarczającą siłę do osiągnięcia sporych prędkości rzędu 7 - 10 węzłów. PJOA leci ze świeżym wiatrem, jak na skrzydłach. Zaczyna się piękna jazda. Najpierw "Pucyfik" jest gładki, ale wraz z oddalaniem się od Swarzewa fala podnosi się coraz bardziej, bo ma dłuższą drogę dla swojego rozbiegu, a i dno jest coraz głębiej. Szybciutko mijamy Puck, a chwilę później Rzucewo, gdzie na cyplu roi się od "kajciarzy", którzy korzystają z idealnej, żeglarskiej pogody, następna chwila i już wypatrujemy Głębinki (zwanej z kaszubska: Depką) koło Cypla Rewskiego. Tam również roi się od desek z "kajtami". Przechodzimy bezpiecznie przez "polski Gibraltar" gdzie dogania nas i wyprzedza w ślizgu deskarz, który wypłynął za nami z Rewy. Wymieniamy pozdrowienia, a on za chwilę robi zwrot i wraca. W pewnej odległości po minięciu Głębinki fala robi się wyższa i z nieco innego kierunku - daje się odczuć wpływ dużej wody. Tutaj możemy mieć już dużo mniej miejsc do bezpiecznego wylądowania, bo np. locja-przewodnik M. i J. Kulińskich mówi o umocnieniach z gabionów i głazach w rejonie Mechelinek i Babich Dołów, akwenach zamkniętych w okolicach torpedowni i terenów wojskowych... Tu będziemy musieli także zwracać uwagę na ruch statków, bo będziemy przecinać tory wodne. Żegluga staje się coraz bardziej mokra, fale coraz wyższe - daje się zauważyć nakładanie fali wywołanej wiatrem z falą ugiętą Półwyspem Helskim oraz z falą odbitą od brzegu. Mamy też wrażenie, że wiatr zwiększył swą siłę, ale może to tylko wrażenie, bo wypłynęliśmy na bardziej otwarte wody? Jazda jest piękna, PJOA znakomicie sobie radzi z falą, ani razu nie wbija się w nią dziobem podczas szaleńczych zjazdów, odcina tylko wierzchołki, zbyt niskim trochę, pomostem, robiąc nam prysznic, a spora część wody dostaje się do kokpitu, który nie jest odpływowy, więc Janusz wciąż wybiera wodę czerpakiem. Niektóre grzywacze z powodzeniem rozbija ama, czyli wysunięty na nawietrzną stronę pływak proa. Nie ma wątpliwości, że PJOA sobie poradzi nawet i z większą falą, zachowuje się łagodnie, naturalnie układając się na skłonach i w dolinach, a szybkie, ślizgowe zjazdy nie wydają się być niebezpieczne.
Jakże inne wrażenie sprawia widziany przez nas niewielki jacht motorowy, który musiał zredukować prędkość i jest rzucany falami na wszystkie strony. Z Gdyni wychodzi, odbywający rejsy do Helu, motorowy katamaran Onyx, widzimy, jak idąc wprost pod wiatr rozbija fale swoimi wysokimi dziobami, a bryzgi sięgają dużo powyżej wypiętrzonej sterówki. Przechodzi nam bezpiecznie za rufą, za to, na wysokości Portu Północnego podchodzi z morza duży statek, a jego kurs wyraźnie koliduje z naszym. Janusz obserwując go ze swojej pozycji sternika mówi: "Spoko, zaraz stanie na kotwicy, bo sam do portu nie wejdzie." - i tak się właśnie dzieje, widzimy jak statek widziany przed chwilą z prawej burty odwraca się dziobem do wiatru i pokazuje nam swoją lewą burtę. Fala nadal rośnie, a mimo sporej odległości od falochronów Portu Północnego, daje się odczuć nieprzyjemne nałożenie fali odbitej od tych falochronów. Żegluga jest już mniej przyjemna, a fala tak wypiętrzona, że na chwilę znika za wierzchołkami zarówno Port Północny, jak i wspomniany duży statek, który właśnie zakotwiczył na redzie. Chwilami fala dynamicznie potrafi oderwać amę (nawietrzny pływak przeciwwagi) od powierzchni wody, ale ciężar ciała załoganta, czyli mój, daje wystarczający moment prostujący, by za chwilę pływak znalazł się na wodzie. Nieuchronnie zbliżamy się, jednak, do celu naszej dzisiejszej podróży. Po minięciu, w bezpiecznej odległości, Portu Północnego, odpadamy w kierunku Górek Zachodnich. Chwilę później jesteśmy już w główkach ujścia Wisły Śmiałej bezpiecznie minąwszy palisadę "Cefeusza" i gwiazdobloki. Jesteśmy znów na gładkiej wodzie, a za następną chwilę cumujemy w przyjaznym porcie Jachtklubu "Neptun", gdzie czeka już na nas Stefan Ekner, a Pan Gustaw, z jachtu Gutek, pyta, czy wiemy, że wiało dziś do 6 stopni w skali Beauforta. Gdybyśmy wiedzieli to w Swarzewie, to pewnie byśmy tam zostali, a tak, po upływie trzech i pół godziny, dotarliśmy zmęczeni i przemoczeni, ale bezpiecznie i szczęśliwie do Górek. Średnia prędkość osiągnięta przez Pjoa, w tym przelocie, wyniosła około 7 węzłów, a maksymalna 14 węzłów - niezły wynik na taką małą pirogę z przeciwwagą na stosunkowo wysokim rozkołysie.
Bolą mnie wszystkie gnaty, a najbardziej tyłek, od siedzenia i kiwania się z falą na twardej ławeczce - w jednej pozycji przez tyle czasu. Trochę się trzęsę - nie wiadomo, czy bardziej z wrażenia, czy z przemoczenia i przemarznięcia, a może ze słonecznego udaru, bo okazuje się, że mam spalone słońcem kolana, łydki i stopy, które przez cały czas rejsu miały znakomitą ekspozycję ku słońcu i intensywne chłodzenie morską wodą. Zastanawiamy się też, czyj śpiwór jest zapakowany w rufowej bakiście, bo można przewidzieć, że będzie mokry. Dziś pecha miał Janusz, to jego śpiwór wymaga intensywnego suszenia. Do suszenia wynosimy również, do klubowego hangaru, namiot. Reszta ekwipunku, za wyjątkiem mapy, która stale była na pokładzie w woreczku strunowym, który puścił wodę, jest raczej sucha. Chętnie przystajemy na zaproszenie Stefana, na nocleg, na jego pięknym jachciku RAGTIME. Wcześniej korzystamy, w kapitanacie Jachtklubu "Neptun", z poczęstunku przygotowanego przez Rudka Wasilewskiego z rodziną. Umawiamy się na jutro, na zrobienie zdjęć PJOA i RAGTIMA pod żaglami. Długimi pogawędkami, o żeglowaniu i nie tylko, kończy się ten piękny, pełen wrażeń dzień...
|
| © Magazyn Wodniaków Port21.pl | Reklama w internecie | Photo Stock | Promocja regionów i turystyki | Projektowanie stron | |
Katalog Stron WWW
|
|