![]() |
|
Autor: Robert Hoffman Mały, powiązany powrozami, wielokadłubowiec jest w tych warunkach bardzo szybki. Bez wysiłku wyprzedza większość napotkanych żaglowych jednostek - szybsze są tylko regatowe katamarany (ale tu takich nie ma) i deski z żaglem (jeśli warunki pozwalają im na osiąganie ślizgu). Rankiem 27 lipca obserwuję wschód słońca, które tutaj, o tej porze roku, wstaje daleko, znad Mierzei Wiślanej. Na krynickiej plaży jest cicho, ale wokół sporo ludzi - niektórzy w śpiworach spędzili tę noc na piasku. Wraz z wędrówką słońca po niebie zaczyna się większy ruch. Najpierw pojawiają się ludzie z obsługi i zbierają śmiecie oraz wymieniają plastikowe worki na nowe. Pojawia się coraz więcej plażowiczów, wstaje nowy dzień.
Wiatru, jak na lekarstwo, niebo bezchmurne. Z biegiem czasu i naszych przygotowań wiatru przybywa - najpierw dobra jedynka, a po pewnym czasie wieje już dwójka z NE. Zawiadamiamy Rudka i Stefana, żeby po nas tu nie przyjeżdżali. Janusz wykalkulował, że jeśli zrobimy sobie dziś jeszcze jeden dzień w morzu, to do domu dotrzemy może dwie, a może trzy godziny później, niż gdybyśmy zdemontowali Pjoa tutaj na plaży, taszczyli w kawałkach na wydmę do przyczepy, a może dojazd w niedzielę z Szkoda dnia na jazdę samochodem w tę i w tamtą stronę. Zjadamy śniadanie i szykujemy się do wypłynięcia. Musimy też ponownie założyć rozmontowane wczoraj olinowanie - odbywa się to sprawnie. Kierunek wiatru wskazuje na to, że będzie to, w zasadzie, jeden długi hals do główek w Górkach. Nie chcemy jednak, wypłynąć bez wypicia gorącej herbaty, a wszystkie plażowe budy z herbatą i innymi napojami jeszcze są pozamykane. Jesteśmy już praktycznie gotowi, ale cierpliwie czekamy do otwarcia plażowej "herbaciarni". W tym czasie na plażę przybywa drużyna ratowników WOPR, którzy pełnią tu służbę ratowniczą. W związku z tym, że PJOA stoi dość blisko oznakowanego kąpieliska, Janusz kurtuazyjnie informuje jednego z ratowników, że niedługo będziemy odpływać, więc żeby zwrócili uwagę, bo będziemy blisko skrajnej, czerwonej boi. Na to ratownik odpowiada, że on musi o tym zawiadomić "Kierownika Plaży". W tym czasie siadamy już sobie z zamówioną herbatą w ogródku plażowej budki z paczkowanym jedzeniem. Po chwili podchodzi inny z ratowników z UKF-ką i mówi, że za chwilę będzie rozmawiał z nami Pan Kierownik Plaży w Krynicy Morskiej. W UKF-ce odzywa się bardzo zasadniczym tonem Pan Kierownik:
KF-kę przejmuje Janusz, a jego twarz rozjaśnia szeroki uśmiech. Każdy kto trochę lepiej zna Janusza, od razu rozpozna, że to nie jest ten sam uśmiech, którym obdarza swoich przyjaciół. Janusz rozpoznał w UKF-ce kolegę z dawnych lat, więc zaczyna tak:
Pan Kierownik Plaży zmienia nieco ton, ale kontynuuje swój wywód:
Janusz na to ponownie:
Pan Kierownik Plaży próbuje dalej kontynuować, na co Janusz z niezmąconym spokojem powtarza:
, aż w końcu Pan Kierownik Plaży daje za wygraną "No to płyń Januszku, tylko pamiętaj, że nie masz zezwolenia Urzędu Morskiego na dobicie do plaży i odbicie od plaży administrowanej przez...". "Mamy wszelkie niezbędne zezwolenia" - bo są one zagwarantowane ustawowo, ale szkoda czasu na polemiki, bo liczy się uciekający czas. Ratownik WOPR życzy nam pomyślnych wiatrów, mówi, że podoba mu się to co robimy i przeprasza za uciążliwą procedurę. Dziękujemy mu i czym prędzej odpływamy. Wiatr jest początkowo dość słaby, a z poprzedniego dnia pozostało trochę martwej fali, więc Janusz wspomaga szybkość PJOA wiosłem, co łatwo oddala nas od tego miejsca, gdzie Pan Kierownik Plaży próbuje rządzić w stylu zupełnie zapomnianej już przez niektórych epoki... Rozumiemy jego obawy o bezpieczeństwo plażowiczów, ale w naszym wypadku nie mają one zastosowania, bo ani nie jesteśmy masywną motorówką z wirującymi ostrzami, ani nie poruszamy się po kąpielisku, które jest faktycznie jedynym akwenem zarezerwowanym wyłącznie dla ludzi bez sprzętu.
Płyniemy żwawo, a wiatr powoli wzrasta do 3o B. Zastanawiamy się, czy nie zatrzymać się na chwilę w którejś z nadmorskich miejscowości, ale jest niedziela i dziś trzeba już wracać do domu. Z daleka przyglądamy się ogromnym tłumom na plażach w Kątach Rybackich, a następnie w Sztutowie, Stegnie, Jantarze, Mikoszewie... Ciekawe, że w pewnej odległości od głównych wyjść na plażę tłum plażowiczów jest dużo mniejszy - jednak jesteśmy gatunkiem o wybitnym instynkcie stadnym... Żegluga jest przyjemna i dość szybka. Bez sensacji, znowu przepływamy nad wszelkimi, napotkanymi sieciami rybackimi. Na wysokości ujścia Przekopu Wisły do Bałtyku znów widać przybój na piaszczystej łasze. Obserwujemy jacht żaglowy, który halsuje wśród płycizn ujścia. Tym razem, bez zmiany halsu, oddalamy się w okolice pławy ŚWB. Drugi jacht płynący do Świbna, bliżej brzegu, zmienia hals i zaczyna płynąć w kierunku Górek. To są dla niego optymalne warunki do żeglugi. Widzimy, jak majestatycznie kiwa się na fali niosąc pełne ożaglowanie z genuą. Po chwili wiemy, że płyniemy dużo szybciej od niego. Jacht zostaje coraz dalej za naszą rufą. Mały, powiązany powrozami, wielokadłubowiec jest w tych warunkach bardzo szybki. Bez wysiłku wyprzedza większość napotkanych żaglowych jednostek - szybsze są tylko regatowe katamarany (ale tu takich nie ma) i deski z żaglem (jeśli warunki pozwalają im na osiąganie ślizgu). Po kilku godzinach bardzo przyjemnej żeglugi wch
|
| © Magazyn Wodniaków Port21.pl | Reklama w internecie | Photo Stock | Promocja regionów i turystyki | Projektowanie stron | |
Katalog Stron WWW
|
|