Linki

PORT 21 - Magazyn Wodniaków

Projektowanie jachtów Charleston.pl

Tourism promotion - Promocja turystyki i regionów

 
 

Pjoa na Pucyfiku (ale nie tylko) - część 7

"PJOA na Pucyfiku (ale nie tylko)" część: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7

Autor: Robert Hoffman
Fot.

Po zakończeniu rejsu zawsze przychodzi refleksja i potrzeba podsumowania. W ciągu kilku dni przepłynęliśmy około 125 Mm. To tylko mile przebyte w trasie, od punktu do punktu, nie były wliczone krótkie pływania po Wiśle Śmiałej i Martwej 20 i 25 lipca. Na dobę wypada niewiele, bo pływaliśmy tylko po kilka godzin w ciągu dnia. To miał być rekreacyjny wypad wakacyjny, a nie ekstremalny wyczyn żeglarski, chociaż przez niektórych obserwatorów, w tym również żeglarzy, tak był określany. Głównie wynikało to z wyobrażeń o niewygodach, jakie musimy znosić w naszym rejsie. Plażowego pływania turystycznego małą łódką nie można porównywać do pływania kabinowym jachtem po Mazurach, a nawet morzu - to inne żeglowanie, ale potrafi dać mnóstwo emocji i satysfakcji oraz świadomość, że nie jest się przeciętnym zjadaczem chleba, biernie wypoczywającym w leżaku i korzystającym z dobrodziejstw cywilizacji. Nasz rodzaj żeglugi daje poczucie bliskości z żywiołami i konieczność zdania się na własne siły w wypadku nieprzewidzianych komplikacji.

Port21.pl Reklama w internecie | Projektowanie stron

Ciekawe są również moje obserwacje zachowania niecodziennej jednostki, jaką jest proa PJOA, na morzu. Ta znakomita i szybka łódź na większości kursów obywa się bez steru. Prowadzi się ją dobierając do kursu i siły wiatru odpowiedni trym kadłuba i żagla. W niektórych wypadkach PJOA  potrafi płynąć samosterownie przez dłuższą chwilę. Sterowanie szotem przypomina mi trochę żeglowanie na samym sztakslu na zwykłym jachcie typu slup. Wybieranie szota powoduje odpadnięcie, a poluzowanie wyostrzenie. Tylko na kursach wolnych, a głównie na fordewindzie zachodzi potrzeba sterowania wiosłem, sterowanie wiosłem jest również konieczne w celu gwałtownej zmiany kursu. Niecodzienne wykonanie zwrotu (wekslowanie, albo szantowanie), przy odrobinie wprawy, może być prawie równie szybkie, jak na zwykłym jachcie. Ostrością chodzenia na wiatr, PJOA nie ustępuje innym jednostkom żaglowym, pomimo braku "zdecydowanie" wykształconej płetwy tworzącej opór boczny (miecza lub finkila), bo asymetryczny kadłub wytwarza wystarczającą siłę nośną. Pewnej pikanterii dodaje fakt, że PJOA nie został zaprojektowany i zbudowany, jako morska, turystyczna jednostka, a tylko jako model do zbadania w praktyce działania nieznanego u nas żagla typu kleszcze kraba, o którym krążyły mity i sprzeczne opinie. Sam żagiel, o bardzo oryginalnym kształcie, okazuje się być doskonały aerodynamicznie, w szerokim zakresie kątów natarcia zachowując "przyklejony" opływ (potwierdzony zachowaniem gęsto, obustronnie zamocowanych na jego powierzchni "icków"), czym przewyższa nowoczesne ożaglowanie stosowane na współczesnych jachtach. Jest przy tym łatwy w wykonaniu, bo kroi się go płasko, bez zaszewek i naddatków na wybrzuszenie, a do tego jest ekstremalnie tani, bo wykonać go można z cienkiej tkaniny używanej na plandeki i podłogi do namiotów. Znakomite jest również zachowanie PJOA na morskiej fali, co było już wcześniej poruszane. Jedynymi mankamentami są: prosty kształt dźwigarów platformy pomostu (aka), który powoduje haczenie o wierzchołki fal i prysznic dla załogi oraz brak odpływowych kokpitów i prawdziwie wodoszczelnych bakist. Mankamenty te są prostym skutkiem tego, że PJOA nie był projektowany do tego typu "ekstremalnej", morskiej żeglugi, a wiem, że jeśli Janusz zdecyduje się na projektowanie i budowę kolejnej jednostki, to te mankamenty zostaną, w pierwszym rzędzie, usunięte.

Co dalej? Być może Janusz stworzy nową jednostkę do podobnej żeglugi - dzielniejszą na morzu i wygodniejszą dla załogi. Ja uzyskałem praktyczną lekcję, że warto się rzetelnie, fizycznie, psychicznie i sprzętowo przygotować do podobnej żeglugi - największym wrogiem może okazać się chłód i wyczerpanie, bo po kilku godzinach żeglugi w wietrze o sile 4-5o B, na morskiej fali, odczuwamy zarówno skutki statycznego napięcia mięśni, jak i wpływ wiatru i wszędobylskiej, morskiej wody. Warto również w tylne części spodni wszyć sobie nienasiąkliwe poduszki, które zdecydowanie powinny zwiększyć komfort siedzenia na ławeczkach pomostu. Trzeba też brać pod uwagę możliwość poparzenia słońcem. Przekonałem się, że jedyną rozsądną jednostką do takiej żeglugi jest lekki wielokadłubowiec o nisko położonym środku ożaglowania, posiadający możliwość sprawnego refowania, potrzebnego zarówno do żeglugi przy silnym wietrze, ale także do radykalnego zmniejszenia prędkości. Jednostka bez mieczy i bez wystającego poniżej stępki steru może bezpiecznie przechodzić przez sieci, a także bezpiecznie lądować w przyboju do wysokości fal rzędu 1,5 m, ale istotna jest też długość i masa jednostki oraz wysokość pomostu, który z jednej strony nie może haczyć o fale, a z drugiej, powinien być tak nisko, by załoga mogła łatwo nań wchodzić i schodzić podczas manewrów lądowania i startu z plaży. Trzeba też zapewnić załodze możliwość nocowania na łodzi, bez konieczności rozbijania namiotu na plaży. Te rozważania skłaniają mnie do rewizji założeń mojego projektu katamarana - http://www.port21.pl/technika/article_1521.html - powinien być dłuższy i lżejszy, kosztem warunków mieszkalnych, a także pozwalać na wyciąganie na plażę i start z niej. Kilkakrotnie podczas naszego rejsu Janusz powtarzał jak mantrę: "proa nie jest dla każdego". Być może było to skierowane, jako komentarz do moich kanciastych ruchów, ale bardziej prawdopodobny jest szerszy kontekst. Proa jest jednostką szczególną m.in. ze względu na konieczność unikania "backwindu" i nietypowy sposób halsowania, a także szczupłość miejsca w jednym, głównym kadłubie. Dopiero duże jednostki, powyżej 12 metrów długości, mogą zapewnić należyty komfort wymagającym załogom, ale to nie są jednostki do żeglugi plażowej.
Nie ma wątpliwości, że pokochałem tego typu żeglowanie, którego przedsmak czułem wcześniej, żeglując po Zatoce Puckiej małymi, plażowymi katamaranami i łodziami typu Puck. Za to, że mogłem tego doświadczyć, gorąco dziękuję Toliwadze* - Januszowi Ostrowskiemu.

Słowo od Toliwagi:
Wystarczy dotknąć PJOA ręką, by poczuć, że "Proa tradycyjne, nie jest jednostką dla każdego", bo w światku żeglarskim mało jest takich, którzy wychodzą na wodę dlatego, że bawi ich nieustanne trymowanie żagla, poszukiwanie najlepszej drogi między falami, uważna obserwacja otoczenia i natychmiastowa adaptacja do tego co przyroda zgotuje. Wielu z nas lubi zrelaksować się w kokpicie, z jedna ręką na sterze kontrolując sytuację, drugą kręcąc w szklance klarownym napojem. Pozostali szukają akcji, szybkości, adrenaliny. Natomiast proa oferuje żeglowanie, w którym pozornie nic się nie dzieje, a efekty osiąga się przez uważne dostosowanie minimalnymi zmianami ustawienia załogi lub żagla do zawsze i stale zmieniających się warunków. Miałem to szczęście, że Robert znakomicie się w tym odnalazł. Czy wszystkim chce się stale uczyć ?...
Tradycyjne proa to cudowna, magiczna jednostka do wyrabiania w nas wyczucia wiatru i wody - wynagradza szczodrze, ale potrafi też skarcić.

Aloha 
Janusz Ostrowski
* Toliwaga - armator i organizator rejsu. 

"PJOA na Pucyfiku (ale nie tylko)" część: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7

 
 
  © Magazyn Wodniaków Port21.pl | Reklama w internecie | Photo Stock | Promocja regionów i turystyki | Projektowanie stron
Projektowanie stron, pozycjonowanie stron www
Katalog SEO   Katalog Stron www   Katalog Dobrych Stron DI   Katalog Stron WWW
 
Strona główna Biuro podróży